Sorting
Source
IBUK Libra
(6)
Katalog księgozbioru
(3)
Form of Work
E-booki
(6)
Książki
(3)
Status
available
(3)
Branch
Wypożyczalnia Miedźno
(2)
Wypożyczalnia Filii Ostrowy nad Okszą
(1)
Author
Blaut Marek
(1)
Bunsch Karol (1898-1987)
(1)
Dinges Wojciech
(1)
Kuwik Luiza
(1)
Kłose Czesław
(1)
Morcinek Gustaw (1891-1963)
(1)
Musiol Józef
(1)
Nawrocki Witold (1934- )
(1)
Wątroba Juliusz
(1)
Year
2020 - 2025
(6)
1980 - 1989
(2)
1970 - 1979
(1)
Country
Poland
(9)
Language
Polish
(9)
Subject
Powieść historyczna
(1)
Powieść polska
(1)
Taniec ludowy
(1)
Zespoły pieśni i tańca
(1)
Zespół Pieśni i Tańca "Śląsk" im. Stanisława Hadyny
(1)
Subject: time
1901-2000
(1)
Genre/Form
Powieść polska
(1)
9 results Filter
Book
In basket
This item is available in one branch. Expand information to see details.
Wypożyczalnia Miedźno
There are copies available to loan: sygn. 82-1/-9 (2 egz.)
Book
In basket
Zdobycie Kolobrzegu. Psie Pole / Karol Bunsch. - Wyd.07. - Katowice : Wydawnictwo "Śląsk", 1989. - 260,[4] s.; 21 cm.
(Biblioteka Karola Miarki)
This item is available in one branch. Expand information to see details.
Wypożyczalnia Filii Ostrowy nad Okszą
There are copies available to loan: sygn. 82-1/-9 (1 egz.)
No cover
Book
In basket
This item is available in one branch. Expand information to see details.
Wypożyczalnia Miedźno
There are copies available to loan: sygn. 78 (1 egz.)
No cover
E-book
In basket
Form of Work
Oni, uważający się dotąd za animatorów postępu i rozwoju, okazują się wyrobnikami cynicznych łotrów, którzy imają się wszelkich, najpodlejszych sposobów tylko i wyłącznie w celu zdobywania i utrzymywania władzy. Jak gdyby sprawowanie władzy było celem samym w sobie, a nie środkiem do ulepszania homo sapiens, jego sposobu myślenia, pracy, rozwoju. Jasnym również było, że nie ma granic dla owej żądzy zdobywania, podboju. *** Założyli, że uda się – wierząc w uczciwość i dyskrecję uczestników tego „Spisku IQ” – zgromadzić i przechować w bezpiecznym miejscu sumę współczesnej wiedzy. Tej z najwyższej półki. Chcieli ową – jak ją nazwali – „Puszkę Pandory” uzupełniać o kolejne odkrycia i wyniki badań. Musiały też paść pytania: kto i w jakich okolicznościach miałby zdecydować kto będzie beneficjentem wiedzy mającej służyć ogółowi gatunku ludzkiego? Czy to nie fantasmagorie? Naiwność żyjących na Szklanej Górze, oderwanych od rzeczywistości megalomanów? Genialnych, ale jednak frajerów?
This item is available online. Expand information to see details.
Dostęp do treści elektronicznej wymaga posiadania kodu PIN. Po odbiór kodu PIN zapraszamy do biblioteki.
No cover
E-book
In basket
Form of Work
Potężne fale nieuchronnie przechylały kadłub wbitego na mieliznę parowca „Stella Maris”. Wicher, mimo że ciepły, niemal wywracał wybiegających na pokład marynarzy. W końcu woda przedarła się przez otwarte luki do wnętrza statku. Rozległ się złowieszczy jęk giętego i pękającego kadłuba. Woda zalewała rozpalony kocioł, co groziło lada moment wybuchem. Niektórzy ludzie skakali do wody, inni próbowali jeszcze spuścić szalupę, jednak przy tych falach i silnym wietrze było to zadanie skazane na niepowodzenie. Do piaszczystego brzegu nie było zresztą daleko, w oddali widać było światła niewielkiej latarni morskiej Cidreira na brazylijskim wybrzeżu. Większość załogi, prócz kapitana, była już w wodzie, gdy rozległ się potężny huk pękającego kotła. Część statku uniosła się jeszcze, jakby po raz ostatni chciała pożegnać się z nadwodnym światem. Kadłub rozpadł się, z kipieli zaczęły wypływać elementy wyposażenia i dziesiątki drewnianych podkładów kolejowych. Były one ostatnim ładunkiem ponadtrzydziestoletniego parowca pod panamską banderą, który miał przewieźć je z brazylijskiej Itajahy do Montevideo w Urugwaju. Część podkładów uratowała życie marynarzom, pozwalając uchwycić się, przeczekać burzę i dopłynąć do brzegu. Inne – zderzając się w ciemności – miażdżyły ręce lub głowy pechowców. Niektóre zaś uderzały o wystający z płytkiej wody kadłub i odłupywały płaty farby. Po pewnym czasie, spod kilku warstw starej farby i rdzy, w świetle wschodzącego słońca, tuż ponad taflą spokojnej już wody, wyłonił się napis: „Chorzów”. (fragment książki)
This item is available online. Expand information to see details.
Dostęp do treści elektronicznej wymaga posiadania kodu PIN. Po odbiór kodu PIN zapraszamy do biblioteki.
No cover
E-book
In basket
Form of Work
autor przedstawia się jako przewodnik tatrzański. na każdym robi to wrażenie, bo w końcu przewodnik to persona godna zaufania. zwłaszcza taki, który wodzi klientów po podniebnych perciach. jak się dużo chodzi po górach, to ma się mnóstwo czasu na rozmyślania. a jest go jeszcze więcej, gdy się samotnie utknie w ścianie Hinczowej Turni. czternaście godzin październikowej nocy, potrafi wypełnić wieczność. piękną i straszną zarazem. piękną ciszą, firmamentem na wyciągnięcie ręki i bajkową scenerią szczytów w srebrzystej poświacie pełni księżyca. straszną, nadciągającą mgłą. wilgoć przy minusowej temperaturze, zakończyłaby spektakl w 10 minut. idealne warunki do spotkania się z sobą. (ratownicy byli szybsi od chmury).
This item is available online. Expand information to see details.
Dostęp do treści elektronicznej wymaga posiadania kodu PIN. Po odbiór kodu PIN zapraszamy do biblioteki.
No cover
E-book
In basket
Form of Work
Szanowni Czytelnicy, z pewnością nie jeden z Was zastanawia się co to cyklotymia. Otóż cyklotymia jest łagodniejszą formą choroby afektywnej dwubiegunowej. Obydwa te schorzenia charakteryzują się naprzemiennym występowaniem po sobie stanów manii/ hipomani oraz depresji. Taki emocjonalny rollercoaster. Cyklotymia to dolegliwość, która też dotknęła mnie. Pisanie wierszy jest dla mnie autoterapią, która pomaga mi zmagać się z tą chorobą. Czasem przelewam swoje smutki na papier, czasem pisaniem się podbudowuję, albo też uciekam od natrętnych myśli. Długo się wahałam, czy wydać tomik wierszy. Czy te wiersze są na tyle dobre, aby ujrzały światło dzienne? Nie wiem. Wiem natomiast, że znalazły się osoby, którym wiersze się spodobały, które się też z nimi utożsamiały i namawiały mnie do wydania tomiku. Przemyślałam sprawę i uznałam, że jednak go wydam. Choćby dlatego, aby zachęcić ludzi do pisania, bądź do kontynuowania swoich pasji, bo coś, co daje nam radość, pozwala też łatwiej walczyć z różnymi problemami, które nas na co dzień spotykają, niejednokrotnie doprowadzając do depresji. Dlatego gorąco Was zachęcam, abyście robili jak najwięcej rzeczy, które sprawiają Wam radość, dają przyjemność, pomagają przetrwać ciężkie chwile. Cieszcie się drobiazgami, otaczającym Was pięknem. Niech uśmiech z twarzy Waszych nie znika. „Żyj na pełnych obrotach, bo życie trzeba smakować a nie tylko egzystować”. Pozdrawiam Was serdecznie i mocno trzymam kciuki, abyście znaleźli jak najwięcej pozytywnych myśli i chwil w swoim życiu. Luiza Kuwik Publikacja została dofinasowana ze środków Gminy Świętochłowice oraz Chorzowsko-Świętochłowickiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji Sp. z o.o.
This item is available online. Expand information to see details.
Dostęp do treści elektronicznej wymaga posiadania kodu PIN. Po odbiór kodu PIN zapraszamy do biblioteki.
No cover
E-book
In basket
Form of Work
Józef Musioł, urodzony 9 stycznia 1933 roku w Połomi, syn Franciszka, uczestnika trzech powstań śląskich na ziemi wodzisławskiej, i Marty z Białeckich, także z rodziny powstańczej; polski prawnik, doktor nauk prawnych, adwokat, sędzia Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, dziennikarz, literat, założyciel i przewodniczący Stowarzyszenia Sędziów Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, były wiceminister sprawiedliwości i działacz Stronnictwa Demokratycznego; w dzieciństwie łącznik Armii Krajowej; uczył się w szkole podstawowej w Moszczenicy, potem w Liceum Ogólnokształcącym w Wodzisławiu Śląskim; był nauczycielem w Wodzisławiu-Kokoszycach i Bełsznicy; ukończył prawo na UJ. Już ten wypis z Wikipedii odsłania intensywność życia bohatera książki. Ale dopiero jej lektura pozwala na poznanie pięknego trudu tego życia i dramatycznego tła – historycznego, społecznego, obyczajowego, a przede wszystkim – śląskiego zakorzenienia kulturowego Józefa Musioła oraz bezgranicznej, ofiarnej jego miłości do tej ziemi i zamieszkujących ją ludzi. (ze Wstępu Jana Miodka)
This item is available online. Expand information to see details.
Dostęp do treści elektronicznej wymaga posiadania kodu PIN. Po odbiór kodu PIN zapraszamy do biblioteki.
E-book
In basket
Nazwali ją Krwawa Kaśka, choć wygląda sympatycznie i niewinnie. Ale ludziska to już takie jakieś złośliwe są od urodzenia. Zawsze się do czegoś muszą doczepić. Bo cóż ona była winna, że ręka z brzytwą jej nagle i niespodziewanie zadrżała i, zamiast ogolić meszek za uchem, ciachnęła pół małżowiny naszego zasłużonego i zacnego proboszcza, który wyleciał od niej jak oparzona świnia przed tradycyjnym, domowym ubojem, wrzeszcząc na pół wsi: — Ludzie! Ratunku! Ta czarownica chce mnie zamordować! Ratunkuuuu! I tak to jedno nieopatrzne drgnięcie ręki wsiowej fryzjerki sprawiło, że już całe jej życie było splamione nie tylko niewinną (optymistycznie załóżmy) krwią proboszcza, który poczuł się przez chwilę jak sam Vincent van Gogh, choć przecież ani jednego słonecznika w życiu nie namalował i z żadną prostytutką nie miał (prawdopodobnie) do czynienia… A był to jej pierwszy klient, co to miał się stać żywą reklamą i wizytówką pierwszego we wsi zakładziku fryzjerskiego, a stał się jego pierwszą ofiarą… Wprawdzie ucho zostało zgrabnie przyszyte, a cierpienie — jako sam głosił z ambony ów mąż (załóżmy znów optymistycznie) świątobliwy — uszlachetnia, ale nie tak nagle i niespodziewane, jak ta miłość i sraczka, które przychodzą znienacka, jak głosi stare przysłowie. A przysłowia są ponoć mądrością narodów, więc nie mogą być kwestionowane!
This item is available online. Expand information to see details.
Dostęp do treści elektronicznej wymaga posiadania kodu PIN. Po odbiór kodu PIN zapraszamy do biblioteki.
The item has been added to the basket. If you don't know what the basket is for, click here for details.
Do not show it again